Legendarne solówki rockowe – gitara 🔍
Pink Floyd – Comfortably Numb, 20 October 1994 at Earls Court, London
Solówka na gitarze Davida Gilmoura jest powszechnie uznawana za jedną z najwspanialszych solówek gitarowych w historii rocka. Gilmour grał na swojej słynnej gitarze Fender Stratocaster „Black Strat”, podłączonej do wzmacniaczy Hiwatt i obrotowej kolumny głośnikowej Yamaha RA-200, wykorzystując efekt opóźnienia (delay) oraz przester Big Muff w celu uzyskania dłuższego wybrzmienia.
Solówka eksponuje emocje ponad szybkością: Zamiast polegać na technicznej złożoności lub szybkich arpeggiach, Gilmour skupił się na muzycznym opowiadaniu historii. Jego wykorzystanie przestrzeni, delikatna frazowanie i szybkie vibrato stworzyły ton niemal wokalny, przypominający rozmowę.
Prince and The Revolution – Purple Rain (Live in Syracuse, March 30, 1985)
Solówka Prince’a z Syracuse to przez wielu krytyków i fanów uważana za absolutny majstersztyk jego scenicznych popisów. Solówkę z tego wykonania można podzielić na kilka kluczowych faz:
1. Faza liryczna i „płacz” gitary. Solówka zaczyna się w wolnym tempie, operując na czystym brzmieniu, które stopniowo przechodzi w głęboki, nasycony przester (głównie dzięki legendarnemu zestawowi wzmacniaczy Mesa/Boogie i efektom typu chorus/flanger). Artysta dosłownie „rozmawia” z instrumentem. Charakterystycznym elementem tego wykonania jest moment, w którym Prince naśladuje głosem dźwięki wyciągane na gryfie, zacierając granicę między ludzkim krzykiem a brzmieniem strun.
2. Eksplozja dramaturgii i techniki. W okolicach środka improwizacji Prince podkręca tempo. Wykorzystuje pełną gamę technik rockowych i bluesowych:Bendingi (podciągnięcia strun): Niezwykle agresywne, przeciągłe i pełne vibrato, które brzmią jak rozpaczliwy lament. Błyskawiczne kaskady dźwięków płynące po gryfie, które mimo ogromnej prędkości nie tracą nic ze swojej melodyjności. Szybkie kostkowanie jednego dźwięku, potęgujące ścianę dźwięku i ładunek emocjonalny.
3. Teatralność i showmanship. Dla Prince’a gitara była przedłużeniem ciała. Podczas gry w Syracuse nie stoi w miejscu: wygina się, klęka, biega po scenie, a w kulminacyjnych momentach gra jedną ręką, drugą dyrygując publicznością. Wszystko to robi z niesamowitą lekkością, nosząc buty na wysokim obcasie. Brzmienie jest brudne, potężne, pełne sprzężeń zwrotnych (feedback), ale idealnie kontrolowane.
Improwizacja z 1985 roku, która do dzisiaj wywołuje ciarki.
Utwór (w tym zarys solówki) powstał w maju 1971 roku w autobusie jadącym do Portsmouth. Jeden z dziennikarzy zapytał zespół, jak piszą piosenki. Blackmore złapał za gitarę akustyczną i zaczął grać prosty riff, a wokalista Ian Gillan zaczął improwizować tekst „I’m a highway star”. Wieczorem utwór został zagrany na koncercie.
Ritchie Blackmore słynął z tego, że nienawidził grać dwa razy tego samego i niemal każdą solówkę na koncertach improwizował. Solówka do „Highway Star” (oraz do „Burn”) to jedyne wyjątki. Blackmore spędził mnóstwo czasu w studiu, komponując ją przed nagraniem. Chciał, aby idealnie współgrała z matematyczną precyzją organów Hammonda Jona Lorda.
Choć solówka była studyjnie dopracowana, granie jej na żywo co wieczór stało się dla Blackmore’a utrapieniem. Szybkie partie wymagające idealnego kostkowania naprzemiennego (alternate picking) na jednej strunie były potwornie męczące dla nadgarstka, zwłaszcza przy szybkim tempie, które zespół na koncertach potrafił jeszcze podkręcać.
